Becikowe, a rodzina
Polski rząd chcąc zwiększyć zainteresowanie polskich rodzin rodzeniem dzieci, dążąc do zwiększania przyrostu naturalnego, który w Polsce od wielu lat ma znak minusowy, wprowadził becikowe, jako narzędzie, które ma wspierać zainteresowanie zakładaniem rodziny. Pytanie jednak co takie becikowe ma do prawdziwego życia. Otóż becikowe to kwota rzędu 1000 złotych za urodzenie pierwszego dziecka. Dotychczas wymogiem stawianym przed rodzinami był nie wysoki dochód, natomiast aktualnie wymóg został zmieniony – matki muszą do 10 tygodnia ciąży stawić się u ginekologa. Teraz jak to wygląda w praktyce? Przede wszystkim te 1000 złotych to kropla w morzu potrzeb mając na uwadze, że przecież trzeba kupować dom, a więcej od wspomnianego tysiąca złotych kosztuje już sam wózek, zatem trudno uznać to za jakąś motywację. Następnie problemem jest dostanie się do ginekologa za darmo w ciągu pierwszy 10 tygodni ciąży. Kobieta o ciąży dowiaduje się po 4 bądź 5 tygodniach, następnie zapisuje się na wizytę, na którą poczeka… 3 miesiące. Czyli w praktyce i tak musi zapłacić prywatnie za wizytę u ginekologa. Czy zatem zasady becikowe mają jakiś większy sens?
.Dom