Wrocław - Bierutów
Fakt, że odległość z rodzinnego Wrocławia do Bierutowa wynosiła 39 kilometrów pocieszył mnie i zasmucił jednocześnie. Nigdy nie byłem fanem dwóch kółek, szczególnie tych napędzanych siłą własnych mięśni, jednak w złym momencie znalazłem się w nieodpowiednim czasie i zgodziłem się na rowerową przejażdżkę ze znajomymi. W prawdziwą panikę wpadłem w dzień wyjazdu. Szybko przeliczyłem sobie że trasa tam i z powrotem to już prawie 80 kilometrów. Zrezygnowany nieco odwiedziłem stronę internetową miasta Bierutów w nadziei, że ewentualnie ugości mnie na noc w jakiejś taniej noclegowni, bym mógł w spokoju odpocząć rozpaczając nad bólem swoich mięśni. Stała, siedząca praca, żona gotująca rewelacyjne obiady, brak zainteresowań wymagających ode mnie wychodzenie z domu – przyczyn mojej fatalnej kondycji było kilka. Z uporem maniaka wypierałem myśl, że na przygotowanie do tego maratonu miałem miesiąc, a ja na kwadrans przed wyjazdem uzupełniałem powietrze w kołach. Jedynym pozytywem była piękna pogoda. Wiatr delikatnie dotykał mojej twarzy, wiosenne słońce grzało, ale nie parzyło – nie zauważyłem nawet, jak wyjechaliśmy z zatłoczonego miasta. Bierutów powitał nas lekkim deszczem, ale satysfakcja z bezbolesnego dojazdu na miejsce była tak silna, że deszczu nie zarejestrowałem. Zrobiła to moja żona, kiedy z dezaprobatą zbierała z podłogi mokre ubrania. Byłem wykończony, ale strasznie szczęśliwy, że nie dałem plamy i udało mi się dotrwać do celu. Ba! Udało mi się nawet z niego wrócić!
.Aktualności